Agregat nie wytwarza prądu #naprawa

Posted by

Podczas użytkowania agregatu prądotwórczego wiertarka, która była do niego podłączona nagle zgasła. Silnik spalinowy nadal działał, lecz wskazówka multimetru zintegrowanego z agregatem wskazywała 0V. Ewidentnie coś stało się z układem elektrycznym. Pierwsze co mi nasunęło się na myśl to może poszedł bezpiecznik, lecz w tym agregacie go nie było. Wziąłem więc sprzęt na warsztat w celu znalezienia przyczyny.

Diagnoza

Zacząłem od zdemontowania przedniego panelu, który odsłonił plątaninę przewodów. Starałem się wyłapać wzrokiem wszystko, co mogłoby być przyczyną, np. odpięty lub spalony przewód. Agregat jest wyposażony w silnik spalinowy dwusuwowy i brak jakiegokolwiek pochłaniania wibracji. Wszystko jest przymocowane do siebie na sucho, więc odczepienie się przewodu byłoby bardzo możliwe.

Niestety usterki ani śladu 🙁 Uruchomiłem więc silnik i zacząłem najpierw próbnikiem badać czy na jakimkolwiek przewodzie jest napięcie, potem multimetrem. Wszędzie brak jakiegokolwiek potencjału, więc w celu dalszej analizy trzeba dostać się do środka. Zdjąłem górną pokrywę z bakiem paliwa i odpiąłem przewód paliwowy. Ważne, aby się upewnić, że zawór paliwa jest zamknięty, aby nam się nie wylało nic przy demontażu.

Wewnątrz również nic nie wskazywało na uszkodzenie, więc zabrałem się za demontaż prądnicy.

Po zdjęciu górnej osłony silnika elektrycznego, która również spełnia funkcje nóżek do agregatu, wyskoczyła dioda prostownicza wraz z równolegle połączonym rezystorem. I tak oto usterka została zdiagnozowana. Teraz tylko trzeba było rozebrać prądnice do końca i ustalić miejsce skąd pochodzi dany element.

Naprawa

Naprawa względnie prosta (przylutowanie odczepionego element) okazała się dość skomplikowana. Pierwszym schodkiem był wirnik, którego nie dało się zdjąć z osi. Stukanie młotkiem, pryskanie odrdzewiaczem nic nie dały, element ani drgnął. Nie było nawet miejsca, o które można byłoby się zaprzeć przy wyciąganiu go. Trzeba było ostrożnie ciągnąc za łożysko, co nie do końca było dobrym pomysłem, ale na szczęście nic się nie stało. Możliwe, że trzymało coś jeszcze od drugiej strony osi, czyli silnika spalinowego. Nie było opcji, trzeba było go rozebrać.

Zacząłem od demontażu rury spalinowej i wszystkich elementów pobocznych, które mogłyby przeszkadzać. Odpiąłem cewkę zapłonową, zdemontowałem filtr powietrza i linkę szarpacza. Oczywiście rozbierając wszystko zrobiłem dokładne zdjęcia przewodów, jak były popodpinane, aby potem uniknąć jakichkolwiek problemów z ich podłączeniem.

Kolejnym problemem, który przy okazji rozwiązał ten pierwszy był wiatrak szarpacza. Pomimo odkręcenia śruby nie chciał zejść z osi – zupełnie jak wirnik prądnicy. Kilka solidnych uderzeń młotkiem spowodowało, że z osi wypadł wirnik, wiatrak z kolei ani drgnął, ale to już nie miało znaczenia, gdyż cel został osiągnięty.

Teraz można było przyjrzeć się miejscu z którego urwała się dioda. Na pierwszy rzut oka ciężko było je znaleźć, ale po dokładnych oględzinach rzuciły się w oczy dwie końcówki zwojów niepołączone ze sobą.

Teraz już wystarczyło przylutować oderwany element na miejsce, pytanie tylko którą stroną? Podpiąłem więc końcówki zwojów do diody na złączki Wago, włożyłem końcówki multimetru do wyjść stojana i zacząłem obracać dość szybko wirnikiem. Przy zamontowaniu diody w jednym kierunku wskazania były w granicach 0.03 VAC a w przeciwnym 0 VAC, wiec byłem już pewien co do kierunkowości.

Lutowanie

Lutowanie nie było dość proste, ponieważ do zwojów w ogóle nie chciała się czepiać cyna. Trzeba było je owinąć na końcówkach diody, potem przyczepić rezystor i na końcu wszystko to pokryć spoiwem lutowniczym. Na końcu całość schowałem pod plastikiem i przykleiłem klejem na gorąco (chyba lepszym pomysłem byłby klej dwuskładnikowy).

Nim zacząłem wszystko składać zrobiłem jeszcze jeden test analogiczny do tego, gdzie szukałem odpowiedniej polaryzacji diody. Wynik pomiaru uniósł się odrobinę powyżej 0 więc mogłem się zabrać za złożenie wszystkiego do kupy. Przy montażu wzorowałem się na zdjęciach zrobionych wcześniej, aby o niczym nie zapomnieć i poprawnie podłączyć przewody. Gdy w pojemniku nie została ani jedna śrubka mogłem odpalić agregat. Ruszył bez najmniejszych problemów i co mnie bardzo ucieszyło, wskaźnik woltomierza oscylował pomiędzy 200 a 300, co świadczy o tym, że naprawa zakończyła się sukcesem! Tak się prezentuje agregat po naprawie:

Podsumowanie

  1. Agregat działa idealnie, nawet lepiej niż przed naprawą. Wibracje znacznie zmalały, pewnie dlatego, że jakaś śruba musiała być poluzowana i przy składaniu problem ten się rozwiązał.
  2. Koszt naprawy wyniósł 0 zł co mnie bardzo cieszy 🙂

print

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *